Dlaczego nie warto się odchudzać?

Nie bez powodu piszę dzisiaj ten post. Mamy nowy rok, niektórzy z Was robią postanowienia, które w większości dotyczą utraty kilogramów. Przeważnie do niezdrowej utraty kilogramów i coś o tym wiem. Dlaczego nie warto się odchudzać? Z kilku powodów. Nie chcę się wymądrzać, dlatego podzielę się z Wami po prostu moją historią.

Niezdrowa kontrola

Nieustająco liczysz kalorie, nie jesz pizzy ze znajomymi, bo boisz się każdych dodatkowych kilogramów, po zjedzeniu posiłku masz wyrzuty sumienia, większość Twoich myśli zaprzątają te, które dotyczą jedzenia? Też tak miałam. Kontrolowanie wszystkiego nie jest dobre i – wbrew pozorom – nie jest kluczem do sukcesu. Nawet jeśli uda Ci się schudnąć, kilogramy powrócą, a Ty z pewnością ucierpisz na zdrowiu.

Utrata kilogramów

Odkąd w czasach gimnazjum bardzo przytyłam (moja największa waga to 68 kg przy wzroście 158 cm), trudno było mi pozbyć się nadprogramowych kilogramów. W zasadzie ciągle mam problematyczne partie ciała, które trudno wyrzeźbić. Od zawsze chciałam zgubić kilogramy i centymetry. Za wszelką cenę. Jeśli jesteście ze mną od dawna, wiecie, że cierpię na chorobę jelit. Choć nie ma oficjalnych przyczyn pojawienia się choroby, z pewnością nie bez znaczenia jest ogromny stres i nieprawidłowa dieta. Od zawsze testowałam na sobie rozmaite diety, m.in. dietę białkową. W liceum z tego powodu miałam połamane palce, żebra. Po prostu zbyt mało jadłam, miałam kruche kości. Nawet nie pamiętam, czy udało mi się schudnąć, a nawet jeśli, to szybko powróciłam do wagi. Od liceum moja waga wahała się w okolicach 55-58 kg. Wyglądałam normalnie, ale ciągle mi coś nie pasowało. Wszelkie eksperymenty prowadzone na moim organizmie były po prostu głupotą. I dopiero po długim czasie to zrozumiałam.

Doceniaj siebie

nie warto się odchudzaćPrzełomowym momentem dla mojego myślenia był wrzesień ubiegłego roku. Jeśli kiedykolwiek przygotowywaliście się do badania jelita, wiecie jak trudna jest to przeprawa. A jeśli nie, to uświadamiam, że na tydzień przed rezygnuje się z jedzenia niektórych rzeczy, kilka dni przed badaniem przyjmuje się w większości płynne pokarmy, dzień przed pije się środki przeczyszczające i nic nie je. W tym czasie mocno schudłam. Choroba spowodowała, że nie miałam apetytu, non stop bolał mnie brzuch, dodatkowo same przygotowania wycieńczają. Wyglądałam jak na zdjęciu po lewej. Stanęłam wtedy z ciekawości na wadze, która pokazała 47 kg. Byłam najchudsza od czasów podstawówki. I wiecie co? Wcale nie wyglądałam dobrze. Straciłam moje kształty, miałam całkowicie płaską pupę, nad którą wcześniej pracowałam. Zresztą, moja twarz ciągle wyglądała na zmęczoną, pod oczami miałam sińce. Nie wychodziłam do ludzi, nie miałam na nic siły.

Co dalej?

Po wyjściu ze szpitala i rozmowie z moim chłopakiem, uznaliśmy, że pora coś z tym zrobić. To rujnowało nie tylko moje zdrowie, ale przede wszystkim samopoczucie. Jako, że on jest trenerem personalnym i przede wszystkim – miłośnikiem siłowni – stwierdziliśmy, że treningi dobrze mi zrobią. Niestety – spotkałam się z kolejną barierą. Moje żelazo było na tak niskim poziomie, że lekarze zabronili mi ruchu. Mogłam wyłącznie chodzić na spacery, ale i to nie za długo. Zresztą, zawsze, gdy wracałam do mieszkania i musiałam wejść na 3. piętro, po drodze łapałam zadyszkę i musiałam się zatrzymywać. Tak, mam 24 lata, a nie 60. Byłam załamana, miałam dość swoich fizycznych ograniczeń i samej siebie, że doprowadziłam do takiej sytuacji. Na szczęście trafiłam do dobrych lekarzy i po dwóch miesiącach (w listopadzie 2017) moje żelazo (NARESZCIE!) było w normie.

nie warto się odchudzać
bluzka: Strefa Mocy

Zaczęłam trenować (mogę wykonywać wyłącznie treningi siłowe, nie cardio). Początki były bardzo trudne, ale z czasem się zmotywowałam. Już drugi miesiąc 3-5 razy w tygodniu chodzę na siłownię i jeśli macie jakiekolwiek obawy – możecie się ich pozbyć. Sama się wstydziłam, bałam się kompromitacji, ale zupełnie nie ma czego. Na siłowniach są trenerzy, którzy czuwają nad Waszym bezpieczeństwem. Co więcej, współpracuję ze Strefą Mocy i z dumą trenuję w ubraniach z ich logo. Jeśli nie wiecie jak zacząć, nie chcecie popełniać błędów – w treningach i żywieniu – z ręką na sercu polecam. To z pewnością nie są osoby pokroju samozwańczych trenerów personalnych z Facebooka. To mój mały-wielki sukces. Od tamtej pory przytyłam do 52 kg. W końcu moja sylwetka zaczęła się ładnie rzeźbić. Wyglądam normalnie, mam lepsze i gorsze partie ciała, ale tego nie ukrywam, nie poprawiam sylwetki z Photoshopie. Nie jestem chuda i wcale nie chcę. Mam nadzieję, że choć garstkę z Was zainspiruje do tego, że warto o siebie dbać. Ja nie liczę kalorii. Jem na co mam ochotę. Czasami zdarza mi się zjeść coś niezdrowego, ale trenuję, nadrabiam i nie popadam w paranoję.

Pamiętajcie, że ceną jest Wasze zdrowie, którego nie można odzyskać. Nie dieta, a zdrowe żywienie, nie bycie sezonowcem, a ciężka, systematyczna praca. Dbajcie o siebie!

Leave A Reply

Navigate