Kiedy w końcu przestajemy szukać i narzekać, czyli gdzie jest granica rozsądku?

Bez względu na to, czy umawiasz się na kawę z przyjaciółką, piwo z kumplem, domówkę ze znajomymi czy po prostu wymieniasz z drugą połówką spostrzeżenia na temat minionego dnia, prędzej czy później w rozmowie pojawi się wątek narzekania na wszystko, co możliwe. A to szef Cię nie docenia, a to znowu musisz wstawać rano do pracy, której nienawidzisz. W mieszkaniu znowu jest bałagan, a nikt prócz Ciebie nie chce zmywać naczyń. W Twoim związku dawno temu wygasł romantyzm, ale tkwisz w nim, bo „w sumie nie masz niczego na oku”.

Od zawsze jestem zwolenniczką tezy, że jeśli coś nie działa, powinno się to zmienić. Wbrew pozorom, tę zasadę jest bardzo łatwo wcielić w życie, wystarczy przestać się bać zmian. We wpisie Nie daj sobie wmówić, że jesteś zerem poruszałam tematykę braku wiary w siebie. Jest jednak bardzo cienka granica pomiędzy pewnością siebie i dbaniem o własne potrzeby, a staniem się egoistą, któremu wiecznie wszystkiego mało. Gdzie jest granica rozsądku?

Beznadziejna praca

Temat rzeka, jednak jest tak mało osób zadowolonych z tego, czym się zajmuje, że nie sposób nie poruszyć tego tematu. Ostatnio na Facebooku natknęłam się na ogłoszenie chłopaka, który nie miał żadnego doświadczenia w pracy, miał na koncie tytuł licencjata. Ogłosił się na grupie dla szukających pracy, że poszukuje zajęcia, za minimum to 2200 zł na rękę. Spodziewałam się komentarzy w stylu „powodzenia szukania pracy za taką stawkę bez umiejętności”. Tymczasem 90% z nich dotyczyła tego, że chłopak się nie szanuje i jak można pracować za takie grosze. Byłam w ciężkim szoku, bo znam mnóstwo osób, które posiadają doświadczenie, a mimo to pracują za najniższą krajową, bo po prostu nie mają wyboru.

Sama pamiętam czasy, gdy pracowałam na pełen etat za 800 zł, bo praktycznie byłam samoukiem i chciałam zdobyć doświadczenie związane z marketingiem. Stan ten utrzymywał się przez ponad rok, a później i tak zaczyna się od „juniora”, którego zarobki nie są wysokie. Chodzi mi o to, że płaca powinna być adekwatna do umiejętności. Jeżeli ciągle potrzebujesz w pracy pomocy osób trzecich i nie można zostawić Cię samego, bo jeszcze stanie się jakaś katastrofa, to nie można liczyć na wygórowane sumy. Jednocześnie wśród moich znajomych widzę osoby, które umieją założyć fanpage i twierdzą, że mogą już być social media managerem. Albo tworzą grafiki w Canvie i chcą być master graphic designer. Oczywiście, z pensją powyżej 5k. No, przecież tyle umieją!

Jest i druga strona barykady – nie można dać się wykorzystywać. Po wyjściu z pracy, zostawiasz pracę za zamkniętymi drzwiami. W nocy masz się wysypiać, a nie siedzieć nad projektami. Nie możesz za „taką sobie” pensję być specjalistą od wszystkiego. W końcu nie da się we wszystkim być najlepszym. Jeśli Twoja praca nie pozwala Ci na rozwijanie się w kierunku, w którym czujesz, że jesteś dobra, a brakuje Ci czasu na doszkalanie się, zmień ją. Na pewno znajdziesz kogoś, kto doceni Twoje starania, a praca będzie sprawiała Ci przyjemność.

Granica rozsądku w związku

granica rozsądku

Dla mnie związek to przede wszystkim szczerość, zaufanie i bycie dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Bez względu na to, czy wydarzyło się coś dobrego, czy złego, wiem, do kogo się z tym zwrócić. Zawsze, gdy dowiaduje się, że para, która była dla mnie przykładem, rozstała się, jestem w szoku. Mimo tego, iż mamy idealnego partnera, nieustająco rozglądamy się za „czymś lepszym”. Rzadko potrafimy docenić intymność budowaną przez długi czas i porzucamy ją na rzecz chwilowej fascynacji.

Tymczasem, nie ma nic lepszego niż leżenie na kanapie z drugą połówką, jedzenie ulubionych przekąsek w za dużym t-shircie i babcinych skarpetach. I wcale nie przejmujesz się wtedy czy akurat w tych dziurawych legginsach nie wyglądasz zbyt grubo. Żaden przystojny, umięśniony brunet z czarującym uśmiechem czy długonoga blondynka wyglądająca jak z pokazu Victoria’s Secret Ci tego nie zastąpią. Bliskość jest nie do zastąpienia.

Nieustająco szukamy – lepszej pracy, poważniejszego związku, idealnego mieszkania. Zastanawiające jest to, kiedy w końcu przestajemy szukać? Kiedy osiągamy stan, gdy możemy sobie powiedzieć: ok, mam wszystko, teraz wrzucam na luz. Nie pozwólmy, by to, czego nie mamy, niszczyło nam to, co mamy. W końcu zawsze znajdzie się coś, co będzie można poprawić, ale czy wtedy będziemy szczęśliwi?

2 komentarze

Leave A Reply

Navigate