311. Czy trzeba być idealnym?

„Jesteś piękna” – ile razy zdarzyło Ci się to usłyszeć i odpowiedzieć „nie przesadzaj” lub: „chyba jesteś ślepy/a”… A może ograniczyłaś się do krótkiego i ucinającego temat, podziękowania za komplement, w rzeczywistości wcale w niego nie wierząc? Ile razy, kiedy mijający Cię na ulicy człowiek rzucił w Twoją stronę nieśmiały uśmiech, zastanawiałaś się co z Tobą nie tak? Może w zębach zostały Ci resztki śniadania? Albo bluzka, którą założyłaś z pewnością zdążyła się ubrudzić!

Nie jesteś jedyna. Czy to wina naszego dzieciństwa, niedawnej przeszłości czy może właśnie teraźniejszości – jako epoki, w której przyszło nam żyć? Zaryzykuję twierdzenie, że nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Stawiając jednak w ciemno na ostatnią z opcji, jestem w stanie dostrzec pewne zależności.

W Internecie mnożyć można przypadki osób, które dodając zdjęcia na Instagram lub Facebooka, omyłkowo nie zauważają faktu, iż dodana fotografia prezentuje falujące panele, nienaturalnie przestawione płytki ceramiczne lub urwany ni stąd ni zowąd fragment kaloryfera. Luki w rzeczywistości wynikają zaś wyłącznie z nieumiejętnej przeróbki zdjęcia w Photoshopie. Czy koniecznej? Oczywiście! Gdyby bowiem dodać nieprzerobione zdjęcie, z pewnością można by pożegnać się z połową potencjalnych lajków.

Czy ludzie ze świata Internetu zawsze muszą być tak idealni?! Kwestia nie prezentuje się jednorako w przypadku obu płci. U mężczyzn często wystarcza charyzma. Zawadiackie spojrzenie niegrzecznego chłopca, parę inteligentnych próbek humoru, kilka ciętych ripost… Wszystko to wystarczy, aby rozkochali w sobie tłumy. U kobiet kwestia wygląda zgoła inaczej. Nie wiem skąd wzięło się przekonanie, że kobieta pozująca do zdjęć udostępnianych w sieci, musi świecić przykładem, pozostając wzorem idealnej figury i nienagannej urody. Weźmy taką blogerkę modową. To tylko człowiek. Nie zawodowa modelka, nie figura z wosku, ale człowiek z krwi i kości, którym łatwiej się zainspirować, bo jego sylwetka nie pozostaje dla ns w sferze nierealnych marzeń.

W przeszłości, wiele razy, po dodaniu posta na mojego bloga, otrzymywałam komentarz z grupy: masz za grube nogi i a) nie powinnaś pokazywać ich światu lub b) nie możesz chodzić w spodniach. Miałam kilka wyjść – załamać się i zastanawiać nad tym czy prowadzić nadal bloga, usunąć komentarz i udawać, że nigdy nie istniał, zacząć odchudzać nogi w Photoshopie albo nie pozwolić, aby randomowa osoba sprawiła, że przestanę robić to, co kocham. Wybrałam tę ostatnią opcję – najbardziej słuszną. Na mojego bloga wchodzą znajomi, którzy wiedzą jak wyglądam w rzeczywistości. Nawet jeśli zaś mam do czynienia z kimś „obcym” – szanuję swoich czytelników i zależy mi na szczerości względem odbiorcy. Mam takie nogi i już. Moim głównym celem na blogu nie jest odchudzenie nóg, a dobieranie ubrań tak, aby były w moim stylu i pasowały do figury. Liczę, że swoją konsekwentną postawą pomogę komuś w podobnej sytuacji – ktoś, kto ma podobną budowę, być może zainspiruje się moimi propozycjami i założy coś podobnego.

Wiadomo, że każdy z nas dodaje zdjęcia, na których wygląda najkorzystniej, jednak często na zdjęciach widzę osoby, które w niewielkim stopniu przypominają siebie same w tzw. „realu”. Przerabianie zdjęć w programach graficznych nie sprawi, że w rzeczywistości schudną nam nogi, pupa będzie bardziej okrągła, oczy nam się powiększą, a usta staną się bardziej wydatne. Po cóż więc udawać swoje alter ego?

Współczesnym twórcom internetowym zarzuca się kłamstwo, pokazywanie np. nierealnych do osiągnięcia efektów ćwiczeń, wyraźnie szkodliwych dla młodych osób, które ich oglądają. Kij ma jednak dwa końce.Gdyby ktoś kiedyś nie napisał mi komentarza o moich „grubych nogach” pewnie nigdy sama nie zastanowiłabym się nad tym, czy faktycznie powinnam coś z nimi zrobić. Z resztą, pewnie żadna z osób działających w Internecie, nie pomyślała na początku, że ma krzywe nogi, gruby brzuch lub za mały biust – nigdy, dopóki sama o tym nie przeczytała.
czy trzeba być idealnym

Gdy decydujesz się pokazywać część swojego życia „wszystkim”, musisz liczyć się z tym, że nie każdy będzie Ci przyklaskiwał. W morzu hejtu warto jednak nauczyć się odróżnić komentarz zazdrosnej, przypadkowej osoby od opinii tej życzliwej. Masz prawo do bycia nieidealną. W końcu to stąd właśnie wzięła się tak bogata różnorodność blogów i vlogów – każdy  może znaleźć w sieci coś dla siebie. Nie pasują mu Twoje grube nogi? W porządku, niech znajdzie zatem twórcę, który zainspiruje go swoją „idealnością”, pozostającą skądinąd pojęciem względnym.

Kilka lat temu, jeszcze za czasów świetności Naszej klasy, mój kolega napisał mi pod wrzuconym przeze mnie zdjęciem komentarz, że wszystko na fotogorafii może i byłoby ładne, gdybym usunęła tę bliznę z twarzy, w Photoshopie. Zastanowiłam się jednak: po co? Odpowiedziałam mu wtedy, że bliznę mam na stałe i nic z nią zapewne nie zrobię, więc po cóż w sieci miałabym udawać, że jej nie ma? Nie mówię o usuwaniu pryszczy czy np. sińców pod oczami, można mieć po prostu gorszy dzień. Rzecz nie ma jednak sensu w przypadku rzeczy, z którymi żyjemy na stałe – nawet jeśli czynią nas nieidealnymi…

Kilka dni temu Alicia Keys zainicjowała ruch #NoMakeUp i oznajmiła, że rezygnuje z makijażu. Oprócz masy pochlebnych komentarzy pojawiły się również twierdzenia, że dla niej to proste. W końcu jest piękną kobietą.Dlaczego u innych osób potrafimy dostrzec najmniejszy skrawek piękna, a mamy z tym problem u siebie samych? Przecież w każdym z nas jest piękno, nie stawiajmy bariery wokół siebie, przyjmijmy do siebie fakt, że możemy się podobać, a jeśli ktoś mówi o tym głośno – zapewne nie ironizuje. Istnieje tylko jeden złoty i uniwersalny środek na kompleksy. Wiesz co to takiego? Akceptacja.

kompleksy

18 komentarzy

  1. Świetny post! W erze internetu i tych wszystkich elektronicznych pierdółek jesteśmy zdecydowanie bardziej narażeni na krytykę, przez co też wiele osób zamyka się w sobie. A to raczej nikomu na dobre nie wychodzi. O kompleksach możemy zapomnieć dopóki ktoś ich nam nie wypomni. Złe jest też twierdzenie w stylu „jesteś brzydka/gruba/czyjakaśnietaka – nie masz prawa publikować swoich zdjęć w internecie”. Świecie, w którą stronę Ty podążasz?!
    Pozdrawiam,
    http://kackiller.blogspot.com

  2. Co to w ogóle znaczy być idealną? będzie tyle samo definicji co ludzi.

    A na wszystkie komplementy kobieta powinna powiedzieć co najmniej „dziękuję” i cudnie się uśmiechną i zapamiętać sobie tą piękną chwile. Nie ma sensu negować usłyszanej informacji, gdyby odbiorca tak nie uważał to by nie powiedział prawda? 🙂 Trzeba w końcu w siebie uwierzyć! 🙂

  3. Moim skromnym zdaniem, bloggerka nie musi być idealna 🙂 To kto jest po drugiej stronie komputera to nie jest istotne. Moim zdaniem liczy się treść a nie to jak ktoś wygląda. Wiem że blogi o modzie mają głównie zdjęcia, ale to nic nie przeszkadza dopisać do nich coś mądrego.
    A to ze ktoś napisał Ci że masz „grube nogi”, to nie powinnaś się tym przejmować. Hejterzy zawsze byli, są i będą.

    • jeilliebean Reply

      Był taki czas, że dostawałam taki komentarz non stop, więc trudno się nad tym nie zastanowić, ale fakt, hejterzy zawsze się znajdą 😉

  4. Podoba mi się twój tekst. Zwykle artykuły w temacie urodowym to gadanie w kółko o niczym, co doprowadza mnie do białej gorączki. Ale Twój tekst jest inny. Przyznam szczerze, nie chciało mi się go czytać. Przemoglam się i bardzo dobrze. A co do opinii innych: możesz popaść w kompleksy i przejmować się opinią innych, albo tą opinię mieć gdzieś i być sobą. Ta druga opcja chyba jest lepsza.
    Trzymaj tak dalej. Ola z Muzycznej Listy

    • jeilliebean Reply

      Super, że jednak się przemogłaś i przeczytałaś. Oczywiście, że jest lepsza, ale jak dla mnie – przychodzi z czasem.
      Pozdrawiam! 🙂

  5. Nie da się być idealnym, ale może to i dobrze. 🙂 Każdy postrzega piękno inaczej i to jest właśnie najfajniejsze, a wszystkim ludziom nigdy się nie dogodzi i w sumie po co- to nie oni muszą spędzać z tobą życie jeśli tego nie chcą. 🙂

  6. Mam nienaganną figurę, fryzurę i makijaż… jestem totalnie idealna – no przynajmniej do czasu aż stanę przed lustrem lub aparatem. I wtedy okazuje się, że i cera nie taka, i nogi ciut za grube, brzuch za duży a biust za mały… i mam to generalnie w nosie. Z uporem godnym lepszej sprawy unikam nauczenia się obrabiania zdjęć – jestem mną i tyle… Aaa nie – na jedno sobie pozwalam – selfiki z „upiększaczem” z mojego telefona bo on (w przeciwieństwie do właścicielki) takie rzeczy umie. I za każdym razem mnie to rozśmiesza, bo wyglądam na nich jak miss botoxu 😉

    • jeilliebean Reply

      O matko, mam ten sam filtr w telefonie i jednocześnie mnie śmieszy i przeraża 😀

      • Na razie jestem na etapie śmiechu 😀 chociaż jeszcze bardziej mnie rozbawiło, że jest specjalny filtr do fotografowania żarełka 😀 i nie mogę się doczekać aż pójdę do knajpy kebaba uwieczniać 😉

      • Na razie jestem na etapie śmiechu 😀 chociaż jeszcze bardziej mnie rozbawiło, że jest specjalny filtr do fotografowania jedzonka 😀 i nie mogę się doczekać aż pójdę do knajpy kebaba uwieczniać 😉

        • jeilliebean Reply

          NAPRAWDĘ?! O tym to nie słyszałam, aż z ciekawości sprawdzę 😀

          • Serio serio 😀 moja mina jak zobaczyłam tą funkcjonalność – bezcenna 🙂 za to na razie czekam cierpliwie, aż mi się na bloggera moje nieidealne, nieretuszowane, beznadziejne totalnie zdjęcia z wycieczki do Wrocławia załadują, żebym mogła sobie poopowiadać…

  7. W internecie łatwo jest być atrakcyjnym, bo możesz publikować najlepszą stronę siebie. To, że masz piętnaście tysięcy lajków pod zdjęciem, wcale nie znaczy, że jesteś atrakcyjna, jeśli zrobiłaś ich sto i tylko to jedno nadaje się do publikacji. Jesteś atrakcyjna jeśli umiesz stanąć przed lustrem z pełną świadomością tego, że wyglądasz świetnie. Rozebrać się, uśmiechnąć i pomyśleć z pełnym przekonaniem, że jesteś piękna, kochasz swoje ciało. I nie chodzi o to żeby być wobec siebie bezkrytycznym, ale pracować nad sobą, zmieniać się, ale jednocześnie cieszyć się z każdego dnia drogi w którym zbliżasz się do tego gdzie chcesz być ;).
    Ja uważam, że świetne jest to, że blogerki mają różne sylwetki, mają niedoskonałości, zwlaszcza jesli głównie prezentujesz ubrania z sieciówek adresowane pod masowego odbiorcę. Bo przeciętna dziewczyna nie ma +175 wzrostu i 49 kilo, a też chce wyglądać świetnie. I o ile jestem w stanie zrozumieć standardyzację wśród modelek, to blogerka wcale nie musi wpasowywać się w ten schemat.
    Mnie akceptacji ciała nauczył crossfit (nie, nie studiuję prawa, ani nie jestem weganem lol). Odkąd trenuję wiem, że w ciele ludzkim piękne jest to do czego jest zdolne; że można przesuwać granice jego wytrzymałości. Bycie sprawnym fizycznie i silnym to dużo lepszy cel niż bycie po prostu chudym, do tego daje poczucie pewności siebie. A pewność siebie = atrakcyjność. Btw modowo mi np osobiście na rynku brakuje marki, która produkowałaby ubrania z myślą o dziewczynach, które trenują siłowo, tzw athletic body type – szersze barki, niewielkie piersi, wąska talia, odstający tyłek – wydaje mi się, że większość ubrań jest jednak projektowana pod typ skinny. Mam nadzieję, że kiedys to się zmieni.
    Fajny i dojrzały post, rzadko coś piszę w internecie, ale jakoś miałam ochotę dorzucić swoje trzy grosze. Pozdrawiam 🙂

    • jeilliebean Reply

      Bardzo dziękuję za komentarz – zgadzam się w 100% 🙂

Leave A Reply

Navigate